31.05.2006 Heko Czermno - Szczakowianka PDF Drukuj Email
Od telefonu do telefonu, tak rozpoczął się nasz spontaniczny wyjazd na Heko do kompletnie nieznanego nam Czermna. Po wstępnym ogarnięciu tematu zbieramy się na Leopoldzie i w piątkę pakujemy się do auta. Już po starcie okazuje się, że nikt nie wie gdzie jest Czermno no ale jak nie wiadomo gdzie co jest to z pomocą przychodzi J., który całą drogę prowadzi nas przez telefon... Warto dodać, że po drodze okazało się, że urodziny ma J., stąd mimo ciasnoty jakoś miło dojeżdżamy do celu. Co gdyby nie wiadomość od J., że Czermno się kończy tak szybko jak się zaczyna nie byłoby to takie łatwe, bo nikt by tej wioski nie zauważył...Po zlokalizowaniu w niewielkiej odległości znaku początek Czermna, koniec Czermna i między nimi radiowozu doszliśmy do wniosku, że znalezienie stadionu nie będzie zadaniem prostym. Stróż prawa z niechęcią pokazał, że na stadion w lewo.. po wjechaniu w drogę polną przejechaliśmy około 1 km dojeżdżając do skrzyżowania dróg polnych... w lewo pole... w prawo pole... przed nami pole... za nami pole... pojechaliśmy na chybił trafił w prawo i za chwilę znalazł się stadion w szczerym polu. Bardzo ładny mały kameralny stadionik... Myślę, że prewencja na nasz widok miała tak samo zdziwione twarze jak my. Po wydostaniu się z auta udaliśmy się w stronę wejścia na co jeden z policjantów do nas podszedł i powiedział: "Wy macie Kasę z drugiej strony... tą wchodzą miejscowi troglodyci..". Nic dodać nic ująć. Miłym akcentem była pani policjantka, która nas przed wejściem sprawdzała, bardzo urocza blondyneczka. Na stadionie pustka jakiś tam mały młynek dzieciaków którzy maksymalnie rozpoczęli podstawówkę a ich hitem było "PZPN.. PzPN.. Heko Kocha PZPN". Oczywiście nie zostaliśmy wobec tego obojętni i przedstawiliśmy im prawdziwą wersję tego przeboju. Na boisku dostaliśmy lanie 4:0 ale to i tak nie przeszkodziło nam się dobrze bawić. Po meczu przybiliśmy "piątki" z piłkarzami i udaliśmy się do auta. Driver postanowił jeszcze przed startem zjeść posiłek, ale podjechał do nas radiowóz, milicjant coś pokazywał po czym zorientowaliśmy się, że chce, abyśmy otworzyli szybę gdzie zaraz potem rzucił hasłem "Jedziemy" na co K. oburzony, że mu nie dadzą zjeść wystrzelił "To jedzcie". Zmieszany policjant chciał odjeżdżać, ale sobie przypomniał i wrócił powiedzieć że my też mamy z nimi jechać, bo miejscowi mogą się z widłami ustawić po tej dawcę śmiechu na koniec spokojnie wróciliśmy do naszego miasteczka.
Autor: Winger



 

Komentarze  

 
0 #1 K 2011-01-03 12:35
Trzeba dodać że jeden z wyjazdowiczów został wtedy "rozdziewiczony" to był jego pierwszy wyjazd. Ech fajne czasy i stary dobry kadecik dużo z nami przeszedł.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież